Autor:

Podczas weekendu znalazłam kilka godzin na długi spacer po różnych osiedlach Wrocławia. Przyglądałam się placom zabaw, na których dzieciaki w ciepłe dni spędzają większą część dnia. Moje odczucia były mieszane… Z jednej strony zmysł estetyczny podpowiadał mi, iż zjeżdżalnie, huśtawki i drabinki wyglądają pięknie - dopasowane kolorystycznie do siebie i do danego osiedla, ustawione na nawierzchni, która nie pobrudzi pięknych dziewczęcych sukienek i chłopięcych spodni. Z drugiej strony widziałam zjeżdżalnię, która służy do zjeżdżania, huśtawkę do bujania, drabinkę do wspinania. I pojawiło się we mnie zasadnicze pytanie: Gdzie miejsce na dziecięcą wyobraźnię? W odpowiedzi uśmiechnęła się do mnie piaskownica - jedyne miejsce, gdzie możemy zrobić coś więcej niż tylko działać zgodnie z instrukcją: zbudować zamek z piasku (dokładnie taki, jaki sobie wymyślimy), a potem go zburzyć! Wetknąć patyk (jeśli w pobliżu znajdzie się jakiekolwiek drzewo lub krzew). Zaprzyjaźnić się i zrobić coś wspólnie (w przeciwieństwie do zjeżdżalni, gdzie trwają spory o pierwszeństwo).

„Każdy plac zabaw, który narusza albo pomniejsza rolę wyobraźni i sprawia, że dziecko jest bardziej pasywne i staje się w większym stopniu odbiorcą cudzej wyobraźni, może być wprawdzie ładny, czysty, bezpieczny i zdrowy, ale nie może zaspokoić podstawowej potrzeby, o którą chodzi w zabawie”. W taki oto zwięzły sposób można określić obecne place zabaw, które nie są w stanie spełnić nadziei i oczekiwań dzieci względem zabawy. Proszę sobie przypomnieć nas samych, kiedy byliśmy w wieku przedszkolnym. Niektórzy pewnie od razu łapią się za głowę, próbując znaleźć odpowiedź na pytania: W jaki sposób udało mi się wyjść bez szwanku z tego okresu, kiedy robiłem tyle dziwnych, niebezpiecznych rzeczy? Chodzenie po drzewach, robienie kotletów z błota i trawy (ciekawe ilu z nas pchnięci impulsem wyobraźni posmakowało takiego rarytasu?), robienie szałasów i zabawy w kałużach. Najlepsza zabawa nie odbywała się na trzepaku, który tak do złudzenia odzwierciedla obecne place zabaw, a gdzieś w krzakach, piachu, wodzie. Warte wspomnienia są również powroty do domu, kiedy to nasze mamy miały ochotę wrzucić nas całych do pralki i włączyć wirowanie, aby doprać te wszystkie plamy z ubrań i nas samych.

Po takiej nostalgicznej przejażdżce wśród wspomnień dochodzę do pewnego wniosku: Skoro większość z nas z uśmiechem wspomina „brudne” dzieciństwo, dlaczego pozwoliliśmy na to, aby nasze dzieci to ominęło? Czy ładny widok z okna mieszkania na plac zabaw, który niczym się nie różni od wszystkich innych, jest tego warty? Czy czyste ubranka dziecka zastąpią jego wspomnienia? Czy bezpieczna i kontrolowana zabawa według instrukcji rozwinie wyobraźnię dziecka? Warto by się nad tym zastanowić wybierając miejsce do zabawy dla swojej pociechy.

Na szczęście zespół nauczycieli z „Łobuziaków”, który jest świadomy ograniczeń związanych z dostępnością terenów przypominających te z naszego dzieciństwa, zdecydował zapewnić dzieciom plac zabaw, który rozwinie ich potencjał we wszystkich sferach rozwojowych, skupiając się przede wszystkim na rozwijaniu wyobraźni, kreatywnym myśleniu oraz integracji sensorycznej. Realizacja pomysłu będzie się opierać na koncepcji naturalnego placu zabaw, gdzie dzieci mogą rozwijać swoją wyobraźnię, gdzie nie ma gotowych zabawek przeznaczonych do tylko jednej czynności. Miejsca, o wyglądzie których decydują dzieci. Od ich pomysłowości i wspólnej pracy będzie zależało, czy patyk i kawałek sznurka staną się częścią szałasu, wędką czy łukiem.

Do stałych atrakcji będą należały szałasy, kuchnie błotne, ścieżki sensoryczne oraz tablice manipulacyjne. Nie zabraknie także powiększonego ogrodu, w którym pociechy będą sadzić i pielęgnować rośliny. Wszystkie materiały do pracy będą zrobione z naturalnych tworzyw, dominować będzie drewno. Dzieci będą miały do dyspozycji mnóstwo różnego rodzaju materiałów, które w twórczy sposób będą mogły wykorzystać do zabawy - nikt im nie narzuci pomysłu do realizacji. Zabawa na tego rodzaju placu będzie spontaniczna, niekontrolowana, aczkolwiek oczywiście z zachowaniem zasad bezpieczeństwa.

Tak więc Drodzy Rodzice, czas najwyższy wydobyć z zakamarków szafy stare, znoszone ubranka i przynieść spore zapasy do przedszkola. U Was leżą odłogiem - u nas znajdą zastosowanie. Na czas wyjścia na dwór odpuszczamy zasadę : „Uważaj, bo się pobrudzisz”. Dzieciaki będą brudne od błota, piasku, roślin, a to wszystko w trosce o prawidłowy rozwój ich wyobraźni. Warto pozwolić dziecku na odrobinę szaleństwa i spontaniczności. Jak to mówią Łobuziaki w grupie 4-latków: „Brudne Dzieci – to szczęśliwe Dzieci!!!”

Agata Czyżyk